Ciekawe, jak duży krok trzeba zrobić, by przekroczyć siebie. Jak dużo sił, czy może chęci, motywacji, on wymaga? I właściwie dlaczego chcemy być tam, gdzie tak naprawdę nas nie ma? Czy to ucieczka przed sobą? A przecież przekraczamy siebie po to, by stać się, jak mawiamy, lepsi, silniejsi, bardziej zwycięscy. Przekraczamy siebie, gdy siebie mamy dość. Gdy wady nasze zaczynają naprawdę wadzić, i to - o ironio losu - nam samym.
Przekroczyłam dziś coś w sobie. Zamknęłam oczy, zamachnęłam się, wysunęłam przed siebie stopę odzianą w twardego buta i nagle... ta stopa stała się naga. Przekroczona ja - ja jeszcze będąca tylko stopą - stała się przez chwilę cieniem, następnie ułamkiem światła i w przeciągu minuty stała się jak najbardziej materialną stopą świata. Bez obuwia. Co więcej - obuwie zniknęło też z drugiej nogi, niegdyś srogo obutej. Pomyślałam sobie, że to przecież krok w doskonałość. I wtedy zobaczyłam, że jeszcze tyle ubrań mam na sobie...